

W 7 Niedzielę Zwykłą Matka Kościół zaprasza nas do poszerzenia naszych serc. W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus pokazuje nam, że nie wystarczy kochać tylko naszych najbliższych, tych z którymi dobrze się czujemy, którzy okazują nam miłość, życzliwość. Na których zawsze możemy liczyć. Pan Jezus przypomina nam, że naszym powołaniem jest kochać wszystkich naszych bliźnich, tych, którzy są dla nas dobrzy, ale również naszych nieprzyjaciół, czyli tych, którzy nas ranią, dokuczają nam, obrażają nas, nie są nam przychylni.
Do nieprzyjaciół zaliczają się między innymi:
· „inni”- czyli wszyscy ci, którzy różnią się od nas, mają inne poglądy, pragnienia, wyznają inne wartości;
· „wrogowie” – a więc ci, którzy celowo rzucają nam kłody pod nogi, obmawiają nas za plecami, krytykują nas na każdym kroku;
· „ludzie natrętni” – czyli ci, którzy narzucają nam się, chcą wypełnić nasze życie całym sobą, nie szanują naszego czasu, potrzeby odpoczynku i wyciszenia;
· „prześladowcy” – ci, którzy celowo nas ranią, czerpią przyjemność ze sprawiania nam przykrości, świadomie szkodzą nam oszczerstwem, obmową i wyzwiskami.
Jak mamy kochać kogoś, kto celowo nas rani? W ogóle się nami nie przejmuje, ani nie okazuje choćby krzty szacunku? Po ludzku to niemożliwe. Ale spójrzmy na Pana Jezusa, który przecież nie przeklinał swoich katów, nie zemścił się na żadnym z ludzi, którzy skazali Go na śmierć, biczowali Go czy ukrzyżowali. Wisząc na krzyżu nie tylko im przebaczył, ale prosił również swojego Ojca, aby przebaczył im ten grzech.
Dlatego wpatrzeni w naszego Mistrza prośmy Go, żeby przemieniał nasze serca i uczył nas kochać tak jak On, wszystkich bez wyjątku, bez względu na to, czy oni kochają nas. Żeby nasza miłość mogła przemieniać świat i czynić go Królestwem Bożym na ziemi.